czwartek, 19 grudnia 2013

Gorzko-słodka wigilia… ze szczyptą magii


Od dłuższego czasu chciałam napisać opowiadanie, gdyż nie robiłam tego od trzeciej klasy szkoły podstawowej. Jaki jest temat?
„W równoległym świecie postać literacka opisuje twoje życie jako fan-fiction.”

Być może mało ambitne, ale dobre jako rozgrzewka.

Uprzedzam, że opowiadanie jest mało porywające i długie.
Mimo wszystko zachęcam do przeczytania… i recenzowania oczywiście.

Zanim zaczniesz czytać, proponuję posłuchać ten utwór:




A więc od teraz tego bloga przejmuje Ron Weasley, klawiatura zamienia się w pióro.
Zapraszam.



Lumos maxima.



Niebiesko-biała kula światła nieśmiało wystrzeliła z różdżki i oświetliła pożółkłe kartki papieru. Zagryzłem w zębach pióro. Robiłem to odruchowo, świadomy, że to nie jest najlepszy pomysł. Połaskotany pierzem, zacząłem kasłać.
„A niech to szlag. Tylko, żeby nikt się nie obudził.”
Rozejrzałem się po komnacie.
Moi współlokatorzy spali jak spetryfikowani.
Spojrzałem na łóżko Harry’ego. Na szczęście dzisiaj nic nie wskazywało na to, żeby śnił mu się Sam-Wiesz-Kto.

Idealnie. Mogłem wrócić do mojej opowieści.

W sumie sam nie wiem, kiedy zacząłem. Być może pomysł zrodził się na którejś z lekcji z profesorem Snape’em, kiedy panicznie musiałem dokądś uciec, przynajmniej myślami.




Tak czy owak, pisanie o mugolce niezwykle mnie relaksowało. Często dziwiłem się, że mam w sobie takie pokłady wyobraźni. Cóż, u Fred’a i Georga’a kreatywność przejawiała się w wymyślaniu licznych kawałów, dlaczego u mnie nie miała się objawiać talentem pisarskim? No dobrze, trochę przesadziłem…
No i znowu odpłynąłem, pora napisać kilka słów, zanim zasnę:

„Wstawaj!- usłyszała krzyk mamy. Lewym okiem popatrzyła na zegarek. Za piętnaście siódma. Jej małym marzeniem, odkąd otworzyła prawe oko, było ponowne pogrążenie się we śnie. Motywowała ją tylko myśl, że dzisiaj jest wigilia klasowa i skrócone zajęcia. W to, że w szkole pojawi się Marcin wątpiła- nie było go od wczoraj.
Czas od wyjścia z domu do pojawienia się w sali minął jej błyskawicznie- chociaż i tak znalazła się tam minutę po dzwonku. Rozejrzała się po klasie. Widok był niepokojący- w ławkach znajdowało się zaledwie pięciu uczniów, wliczając ją. Najgorsze było to, że nauczycielka(przez Annę wielokrotnie w myślach nazywana Harpią), nie zamierzała odpuszczać. Na szczęście, w momencie, kiedy Harpia pytała trzecią osobę z pracy domowej, w klasie pojawił się Marcin.



A więc ten dzień wcale nie miał być taki zły.”



Otworzyłem oczy. Przez okno przebijała się biała poświata – pewny znak, że przez noc zdążyło napadać dużo śniegu.
-Hej Ron!- usłyszałem głos Harry’ego.-  Wybieramy się do Hogsmeade, idziesz z nami?

Musiałem przez chwilę przetrawić te słowa.

-Nie, dzięki Harry, wybiorę się za tydzień.

-Chyba jeszcze dobrze się nie obudziłeś.-uśmiechnął się Harry.

-Wyprawa do Miodowego Królestwa jest kusząca, ale dzisiaj zamierzam poćwiczyć trochę latanie, jeśli chcę coś osiągnąć w Quidditch’u. Zatem jeszcze raz mówię, wybiorę się za tydzień.

-Jak chcesz- Harry wzruszył ramionami- do zobaczenia na obiedzie.

-Cześć.

Po powrocie byłem wściekły- nie dość, że dzisiaj wielokrotnie lądowałem w śniegu, to jeszcze na dodatek musiałem trafić na Malfoy’a.

-Co  to Weasley? Jesteś cały mokry od swoich łez? Nie martw się, słyszałem, że poszukują testera tłuczków, więc twoja kariera w Quidditch’u wcale nie jest skreślona.

- A, Malfoy. Niestety, bez oklasków twoje słowa nie mają aż takiej mocy. Na przyszłość nie ruszaj się bez Goyle’a i Crabbe’a.

 

Widocznie zaskoczyłem Draco, gdyż nic mi nie odpowiedział. Postanowiłem pójść jak najszybciej do dormitorium, byłem cały przemoczony od stopniałego śniegu.

 

Lekko się przestraszyłem, kiedy zobaczyłem Hermionę siedzącą na moim łóżku. Czytała coś. Na początku nie zwróciłem na to uwagi- była to czynność, w jakiej najczęściej można było ją spotkać. Jednak zaniepokoił mnie wyraz jej twarzy- zwykle nie wyrażała żadnych emocji, tym razem jej brwi było zmarszczone, jakby nie mogła odczytać liter.

 

-Co to Hermiono, dlaczego masz minę, jakbyś zjadła cukierka o smaku wymiocinowym?- Palnąłem.

 

Ale w tym momencie pewnie sam tak wyglądałem. Cholera, Hermiona czytała moje opowiadanie o Annie! Czułem, jak uszy pieką mnie żywym ogniem.

 

-Tooo… prywatne- bąknąłem- poza tym istnieje coś takiego jak przestrzeń osobista, wiesz?!

-O co Ci chodzi Ron? Chciałam tylko pożyczyć notatki, te kartki leżały na wierzchu…

-Ty chciałaś pożyczyć notatki ode mnie?! To żart, błagam, mam w to uwierzyć?!

-Jak tam chcesz.-oddała mi „notatki”. -Kiedy spotkasz Harry’ego, przekaż mu, że chcę z nim pogadać.

 

Zaczęła kierować się do drzwi.

 

- Przekaż mu, że chcę z nim pogadać.- przedrzeźniałem ją.

 

Odwróciła się, po policzkach spływały jej łzy. Niemal wybiegła z naszego dormitorium.

 

„Brawo Ron, znowu ranisz tych, na których najbardziej ci zależy.”

 

Schowałem kartki pod poduszkę i w końcu poszedłem się przebrać- na podłodze pojawiła się już spora kałuża ze stopniałego śniegu.

Kiedy uporządkowałem wszystko wokół siebie, nadszedł czas, by uporządkować wszystko we mnie.

 

Nie miałem w sumie na nic ochoty, nie poszedłem na obiad- potrzebowałem chwilowego oderwania od rzeczywistości. Zacząłem kontynuować moje opowiadanie:

 

„Od tego momentu lekcje nabrały tępa, jakby w Marcinie tkwiła moc podróżnika w czasie. Zanim się obejrzała już wybił dzwonek na lekcję wychowawczą, a raczej-wigilię klasową. Nagle populacja klasy wzrosła niemal dwukrotnie. Oczywiście przez najbardziej ekstremalne zadanie- dzielenie się opłatkiem-trzeba było przejść na samym początku.

 

Anna postanowiła złożyć Marcinowi życzenia „w środku”- stwierdziła, że to najlepsza strategia. Dzieliła się z kolejną osobą z rzędu, najwyraźniej wszyscy z klasy stwierdzili, że na jej długie i indywidualne dla każdej osoby życzenia najlepszą odpowiedzią jest „Nawzajem.”. Z początku było to zabawne, zwłaszcza, ze jednemu chłopakowi życzyła miłej dziewczyny. Nagle, usłyszała swoje imię.




 Ciarki przeszły jej po całym ciele. Tego nie przewidziała. Marcin postanowił złożyć jej życzenia pierwszy. Była na niego zła. To zniweczyło jej cały plan. Czuła się zagrożona i przyciśnięta do muru. Zaczerwieniła się. Popatrzyła w jego oczy, ale tylko na chwilę. Nie potrafiła utrzymać kontaktu wzro-…”

 

Do dormitorium wpadł Harry, a zaraz za nim Hermiona. Omal nie złamałem pióra na pół. Postanowiłem nie miotać się panicznie z ukryciem pożółkłych stron. Dyskretnie schowałem je pod poduszką.

W tym czasie Harry usiadł na swoim łóżku, a Hermiona na moim.

 

 

-Ron, myślę, że powinieneś się posłuchać Hermiony- powiedział Harry.

 

Spłoszyłem się, nie wiedziałem, o co chodzi.

 

-Mam teorię na temat snów Harry’ego.

 

Odetchnąłem z ulgą.

 

-Słucham.-odpowiedziałem.

 

-Na początku blizna Harry’ego była nazwijmy to „pamiątką”. Lecz, czy nie uważacie, że to niepokojące, że za każdym razem, kiedy śni ci się… no wiesz…, że blina cię boli?- Zapytała Harry’ego.

 

-To raczej oczywiste, że ma to ze sobą związek. Pytanie tylko, jaki?

 

-Harry… czujesz ból, kiedy odczuwasz silne emocje. Ale to nie tylko to… myślę, że… jakby to nie zabrzmiało… odczuwacz JEGO myśli i odczucia!

 

Dla mnie było to zbyt abstrakcyjne. Popatrzyłem na posiadacza blizny. Siedział, w jednej ręce trzymał okulary, drugą masował czoło.

 

-To… miałoby sens- wyszeptał.- Te wszystkie sny. Nienawiść. Pustka. Ale to oznacza…

 

-Harry, majaczysz- wyrwałem go z letargu.

 

-Voldemort znów przyjdzie po mnie.

 

Powiedział to nieludzko spokojnym głosem.

 

Popatrzyłem na Hermionę. Choć jej twarz miała kamienny wyraz, w oczach widziałem przerażenie.

 

-Harry -powiedziałem, drżącym głosem- o czym ty gadasz?!

 

-Miałem sen. Myślę, że on jest tu gdzieś blisko. Może to kwestia dni.

 

Hermiona nadal tkwiła w bezruchu. Harry ponownie założył okulary.

 

Zapanowała niezręczna cisza.

 

Miałem tego dość, czułem się jak w wariatkowie.

 

Wziąłem kartkę, pióro i wyszedłem.

 

Nawet nie zauważyli, kiedy to zrobiłem. Nie wiem, czy było to spowodowane tym, że zrobiłem to z prędkością złotego znicza, czy po prostu najważniejszy był Potter. Pewnie to drugie, jak zwykle.

 

Piąte piętro. Biblioteka. Miejsce tonące w tysiącach ksiąg i woluminów. Idealne miejsce na kryjówkę.

 

Pisałem dalej:

 

„(…) Zaczerwieniła się. Popatrzyła w jego oczy, ale tylko na chwilę. Nie potrafiła utrzymać kontaktu wzrokowego. Tymczasem Marcin obdarzył ją uśmiechem. Nie była pewna, czy to był jego najpiękniejszy uśmiech, czy po prostu każdy jego uśmiech taki był.


-Życzę Ci przede wszystkim zadowolenia z życia zawodowego- zaśmiał się. Przewiduję ci karierę pisarki, wiesz? -zapytał, przekrzywiając głowę.


Anna przełknęła ślinę-czyżby o czymś wiedział?...Czyżby czytał…?


-A tak poza tym to dużo zdrowia szczęścia i nawzajem! Uśmiechnął się.


-Życzę ci spełnienia marzeń… oprócz apokalipsy zombie, to raczej słaba opcja.- odpowiedziała uśmiechem.-Dużo zdrowia, pieniędzy, wymarzonej kariery i fajnej dziewczyny.

 

Po czym połamała się szybko opłatkiem i niemalże uciekła. Przez resztę wigilii nie odezwali się nawet słowem, mimo, że siedzieli blisko siebie.

 

Anna wracała do domu przytłoczona myślą, że pragnie miłości, na jaką nie zasługuje. Dobijała ją myśl, że jutro na pewno nie zobaczy Marcina w szkole. Po raz pięćsetny tego dnia postanowiła go sobie darować...   ”

 

-Ron! W końcu cię znalazłam!- usłyszałem, a następnie zobaczyłem Hermionę wyłaniającą się zza regału.

 

-O co chodzi, potrzeba jeszcze jednej osoby do kółka wsparcia dla Harry’ego?- zapytałem.

-Daj spokój Ronald… Ron… Chciałam cię przeprosić.

 

Przerwałem pisać ostatnie zdanie. Popatrzyłem na nią.

 

-Przepraszam, że tak się zachowałam wobec ciebie, że przeczytałam to- pokazała palcem na stronę, na której jeszcze wysychał tusz. – Przepraszam, że ostatnio skupiam się tylko na Harry’m, ale zrozum- w tej chwili to my jesteśmy jego rodziną, jego wsparciem. On nas potrzebuje, niedługo mogą dziać się naprawdę złe rzeczy…-powiedziała jednym tchem.

 

-Jeśli będziemy trzymać się razem, nic nie powinno się stać. Już nie raz byliśmy w takiej sytuacji i wychodziliśmy z niej cało. Ja też przepraszam, nie powinienem tak na Ciebie krzyczeć, kiedy przeczytałaś moje opowiadanie.

 

-Twoje opowiadanie-po raz pierwszy widziałem Hermionę zupełnie zdziwioną.

 

-Err…tak, opowiadanie, no wiesz, dla relaksu- uśmiechnąłem się.-Wiesz zbytnio się z tym nie obchodziłem, bo wydawało mi się to typowo, no wiesz… dziewczyńskie.

 

-Nie mogę uwierzyć, że byłam zazdrosna o fikcyjną postać-wyszeptała.- Bo widzisz, ja… bardzo cię lubię.

 

-Ja ciebie też- uśmiechnąłem się.-Wracajmy już do dormitorium, w porządku?

I tak podążałem szkolnym korytarzem, w jednej ręce dzierżąc plik papierów i pióro, a w drugiej rękę Hermiony.

 

Tej nocy po raz pierwszy wykreśliłem aż tyle tekstu z mojego opowiadania:

 

„(…)Anna wracała do domu przytłoczona myślą, że pragnie miłości, na jaką nie zasługuje. Dobijała ją myśl, że jutro na pewno nie zobaczy Marcina w szkole. Po raz pięćsetny tego dnia postanowiła go sobie darować

Anna wracała do domu z wielką burzą nachalnych pytań:

Czy powinna sobie darować Marcina?

Na jakiej podstawie wróży jej karierę pisarki?

Czyżby czytał jej bloga?

 

Anna jeszcze nie znała odpowiedzi na te pytania. Znała je natomiast przyszłość. Jedyne co mogła zrobić, to czekać na jutrzejszy dzień.

Dzień, który być może nie będzie znaczył nic.

Dzień, który być może zmieni wszystko.  ”

11 komentarzy:

  1. Faktycznie długie:), ale umiesz trzymać napięcie. Ciekawy sposób umiejętnego wplecenia w tekst, który z pewności wszyscy znają, czegoś swojego, dla mnie ten zabieg jest świetny;).

    OdpowiedzUsuń
  2. Po przeczytaniu stwierdzam, że czeka mnie długa praca- popełniłam kilkanaście błędów, czasami fabuła gubi logikę.
    Ale być może jest dla mnie nadzieja i się wyrobię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nadzieja jest zawsze, więcej wiary w siebie;)

      Usuń
  3. Bardzo wciągająca i interesująco piszesz :) nie mogłam się oderwać xD

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow nie wiedziałam, że masz taki talent!
    Wygrałaś 1 miejsce w moim konkursie. Zdecyduj czy chcesz napisać post na moim blogu czy nie oraz czy wolisz kolarz promujący czy nagłówek. Nagrodą jest też obserwowanie bloga, ale nie widzę tu gadżetu z obserwatorami... Post promujący pojawi się niedługo :)

    impossible1360.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo, pozytywnie mnie zaskoczyłaś :D Napisałam Ci w komentarzu na blogu, co i jak ;)

      Usuń
  5. Świetny blog, taki z charakterem:)
    Muzyka też super:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boże rewelacja. Serio, brak mi słów. Wesołych świąt :)
    za-obiektywem.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzajmy, przyda mi się trochę konstruktywnej krytyki.
      Ale dziękuję bardzo ;)

      Usuń